23 lutego 2020

Austin

 W czwartek wszyscy trzej zrobiliśmy sobie wolne od pracy. Will zaprosił na randkę Jane, aby pokazać jej Londyn od zupełnie innej strony. Ja w tym czasie miałam ważną sprawę do załatwienia. Dzisiaj bowiem miałam spotkać się z Austinem w jego domu. Mam nadzieję, że powie mi całą prawdę dotyczącą Jeronima oraz Michaela. Stojąc tuż przed budynkiem, obleciał mnie strach. Zaczęłam znów się zastanawiać czy to dobry pomysł, aby dowiedzieć cię wszystkiego o wypadku sprzed trzech lat. Czy nadal będzie pamiętał co wtedy się wydarzyło? Czy będzie chciał mi o tym opowiedzieć?
  W końcu zdecydowałam się zadzwonić domofonem pod wskazany numer. Chwilę później odezwał się Austin.
- Kto tam?
- Isabella Laureano - przedstawiłam się, aby nie miał wątpliwości, z kim rozmawia.
  Po chwili usłyszałam brzęczenie domofonu. Otworzyłam drzwi i starannie zamknęłam je za sobą. Wewnątrz panował mrok. Szybko przeszłam kilkanaście schodków i odnalazłam właściwe drzwi. Zapukałam. Drzwi otworzyły się, a w progu pojawiła się jakaś kobieta. Była wysoka i szczupła. Jej włosy miały kolor kasztanu, skręcające w loki.




  Serce szybko mi biło jak normalnemu człowiekowi pod wpływem stresu. Dłonie po raz pierwszy od dłuższego czasu trzęsły się. Stałam oto przed drzwiami, za którymi stał Austin. Jerónimo, a nawet William, nawiązywali do niego i mówili, że on zna całą prawdę. Z jednej strony jestem jej bardzo ciekawa, ale z drugiej strony może okazać się przerażająca. Już chciałam nacisnąć klamkę, ale w ostatniej chwili cofnęłam rękę. Nie wiem czy tak naprawdę jestem gotowa poznać prawdziwe przyczyny śmierci Jerónima i Michaela. A co jeśli prawda okaże się bardzo wstrząsająca? Boje się, że nie poradzę sobie z tym brzemiem, które zostawi na moim sercu nowe ślady. Ale decyzję podjęłam już dawno, więc dlaczego waham się w ostatniej chwili? Powinnam pociągnąć za klamkę z dużą pewnością siebie, jak zwykle, i zachować wszystkie złe uczucia w głębi siebie. Nie powinnam pozwolić aby wypłynęły na powierzchnie i ogarnęły mnie, bo to może mi zaszkodzić. Tak, muszę nabrać siły przed upadkiem. Bo gdy upadnę, bardzo ciężko będzie mi wstać. Ta siła ma pozwolić mi się podnieść i odkryć świat autentyzmu. Nie mogę nadal tkwić w cieniu i uważać, aby się nie potknąć. Upadki świadczą o naszym doświadczeniu oraz kreują nas. To kim jesteśmy teraz, to tylko i wyłącznie przez wyimaginowane sytuacje nas samych, w których wpadamy w zasadzki.
   Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam na dzwonek oznajmiający przyjście gościa. Po chwili drzwi otworzyły się, ale nie stał w nich Austin, tak jak przewidywałam, ale wysoka kobieta. Zdziwiłam się.
- Wejdź - ma miły, spokojny głos, jak na taką dziewczynę jak ona.
  Po przekroczeniu progu, od razu uderzył mnie intensywny zapach imbiru. Przez moment byłam zmieszana, lecz to dziwne uczucie szybko minęło. Spojrzałam na dziewczynę, która uśmiechając się, kogoś mi przypominała. Jej krótkie, brązowe włosy spadały kaskadą loczków na ramiona. Uśmiech rozpromienił jej twarz tak, że wygląda na miłą studentkę, którą z pewnością nie była. Miała na sobie szary t-shirt oraz dżinsowe spodnie.
- Witaj, Isabella. W końcu się spotkałyśmy po tak długiej przerwie. - znów uśmiechnęła się promiennie, prawie zarażając mnie tym entuzjazmem, jednak moja mimika została nienaruszona. Po chwili dziewczyna wyciągnęła do mnie dłoń, abym ją uścisnęła. Zmieszana popatrzyłam na nią i próbowałam z całych sił przypomnieć sobie kim ona jest. Zaśmiała się na widok mojego zdezorientowania.
- Przepraszam, ale nie kojarzę cię - powiedziałam szczerze.
- Nie szkodzi. Minęło bardzo dużo czasu odkąd ostatni raz się spotkałyśmy - i znów jej twarz stała się bardzo pogodna.
  Z wnętrza mieszkania wyłonił się Austin. Wysoki, przystojny szatyn patrzył na mnie przyjacielsko, dołączając do dziewczyny. Założył szary sweter na biały podkoszulek oraz sztruksowe beżowe spodnie. Zanim podał mi rękę, poprawił swoją grzywkę, która wchodziła już mu w oczy.
- Czekaliśmy na ciebie. Witaj - powitanie trwało krótko, ale przez ten ułamek sekundy zdążyłam zauważyć, że Austin jest trochę spięty.
  Weszliśmy do małego saloniku, urządzonego w stylu skandynawskim. W całym mieszkaniu dominowały zimne, białe barwy. Na środku pokoju stał okrągły, szklany stolik, a wokół ustawione były dwa fotele oraz sofa.
- Ładne mieszkanie.
- Dziękuję - krzyknął z kuchni.
  W salonie siedziałyśmy obok siebie. Czułam w powietrzu całą tą niezręczność, jednak patrząc na dziewczynę, to uczucie ulatywało gdzieś daleko.
- Nie pamiętasz mnie? - powiedziała. Pokiwałam przecząco głową - Jestem Ketania Viento.
  Teraz sobie wszystko przypomniałam. Ketania była narzeczoną Michaela. Podobnie jak ja nie wyszła za mąż. Nie zdążyła. Ich miłość była równie wielka, jak moja i Jerónima. Nagle zaczęłam wspominać Michaela. Zrobiło mi się bardzo przykro, że nie mogłam mu pomóc. Czuję się przez to winna. Byłam bezsilna w tamtym okresie. Miałam swój problem dotyczący z moim odejściem. Nie zwracałam uwagi na innych.
- Dziękuję, że zawsze opiekowałaś się Michaelem. Nie starczy mi słów aby ci podziękować.
  Pokręciłam głową.
- To wcale nie tak, Ketania. Ja mu wcale nie pomogłam - kobieta zdziwiła się - Jestem samolubna. Myślałam tylko o swoich sprawach. To ja jestem wszystkiemu winna. Wiń tylko mnie, Ketanio.
  Po jej minie wywnioskowałam, że nie chciała uwierzyć moim słowom. Ale to była najszczersza prawda. Wtedy zbuntowałam się Zachariasowi, że chcę wieść normalne życie u boku ukochanego. Wyśmiał mnie. Chciałam odejść tuż przed ślubem Michaela. Lecz ten stanął po mojej stronie a Zacharias widząc takie zachowanie swojej prawej reki poczuł się jakbyśmy go zdradzili, kpili z niego. Z tego powodu Michael zniknął. Nikt nie wie czy jeszcze żyje czy może gdzieś leży martwy. Kilka miesięcy później Jerónimo zginął w wypadku samochodowym. Osobiście uważam, że to nie był zwykły wypadek.
  Całą prawdę opowiedziałam Ketani. Co chwilę wytrzeszczała oczy w niedowierzaniu. Po całej historii, kilku napadów łez i smutku, dołączył do nas Austin z obiadem. Nasłuchiwał w kuchni całego przebiegu opowiadania, lecz w spokoju przygotowywał dalej obiad. Na koniec opowieści przytuliliśmy się wszyscy, aby uspokoić się i wytrzeć wszelkie łzy po dłuższej retrospekcji.
  Nie zdążyliśmy zjeść obiadu, gdy tylko chwyciliśmy za sztućce, rozległo się walenie w drzwi i krzyki mężczyzn. Austin podniósł się natychmiast i sięgnął spod poduszki fotela pistolet. Ketania podbiegła do okna wychodzącego na ulicę, by natychmiast zasunąć zasłony.
- Biegnijcie do kuchni! - rozkazał Austin.
  Podszedł do drzwi, celując w nie z pistoletu. Walenie pięściami było coraz głośniejsze. Razem z Ketanią poszłyśmy do kuchni i otworzyłyśmy okno. Za oknem rozpościerało się podwórko kamienicy. Ketania zręcznie przeszła na parapet i skoczyła w przestrzeń robiąc w powietrzu fikołka. Kiedy wylądowała na ziemi, dała znak ręką abym skoczyła. Zawachałam się.
- Austin, dołącz do nas - wydusiłam z siebie.
  Chłopak szybko podbiegł do mnie, i łapiąc mnie za rękę, wyskoczył z okna. W tym samym czasie zawiasy pękły i kilku mężczyzn dostało się do środka mieszkania. Dziko zaczęli szukać śladów mieszkańców, lecz na próżno.
  Ketania poprowadziła nas bocznym przejściem do wejścia piwnicy. W ciemnościach Ketania zadziwiająco dobrze radziła sobie i wyprowadziła nas do wyjścia. Wyszliśmy do piwnicy biblioteki narodowej, poczym Ketania i Austin zapisali coś na kartce, a następnie wszyscy rozdzieliliśmy się, wychodząc z biblioteki.
  Przed wejściem do ogromnego gmachu, stałam zdezorientowana i spłoszona, nie wierząc co przed chwilą się stało. Zajrzałam do kartki i przeczytałam wiadomość.

"Skontaktujemy się, kiedy będzie bezpieczniej. Szukają nas ludzie Zachariasa. Uważaj na niego. Gdyby ktoś się o nas pytał powiedz, że jesteśmy w porcie. "

  Dzień pełen przygód jeszcze się nie skończył. Gdy odczytałam już wiadomość od Ketani, szturchnął mnie jakiś mężczyzna. Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam przepraszającą minę Theodora.