28 listopada 2013

Prolog



Tuż po północy, kiedy na ulice sennego Madrytu zaczęła opadać gęsta mgła, z najciemniejszej uliczki wyłoniła się postać. Wysoka, szczupła kobieta w ciemnym płaszczu zaczęła iść w kierunku Teatro Real. W wątłym świetle latarni było jedynie widać jej bladą cerę. Kiedy dotarła na miejsce, zatrzymała się przed budynkiem i spojrzała w górę. Jej oczy lśniły tak samo jak głęboka czerń nocy, która delikatnie podmuchem wiatru łaskotała jej nieczułe policzki. Nabierając głęboko powietrze w płuca, weszła do środka. Nieoświetlony korytarz poprowadził kobietę w głąb teatru do sali, w której odbywały się koncerty. Ciche odgłosy szurania butów o podłogę zmieniły się w miły pomruk. Z nad widowni zaczęły dobiegać oklaski. Nie zdając sobie sprawy z długiego oddechu, który zaczerpnęła jeszcze przed budynkiem, zdjęła kaptur z głowy jednym szybkim ruchem.

- Nigdy nie żartujesz nawet jeśli spaliłbym to ponure miasto, Isabello. – wycedził. Mężczyzna zaczął powoli iść w stronę sceny, gdzie stała tajemnicza Isabel. Nawet nie drgnęła, kiedy opuszkami palców dotknął jej aksamitnie czarnych włosów. – Dlatego tylko tobie mogę powierzyć to nader trudne zadanie. Wiem że sobie poradzisz, nawet lepiej niż moja prawa ręka. – jęknął litościwie do jej ucha. Kobieta zadrżała na wspomnienie Michaela, prawej ręki czarnego charakteru. Nie dała po sobie poznać żadnych znaków strachu, który budził wstręt i obrzydzenie przez Zachariasa.

- Zawsze jestem do usług, ale tym razem będę musiała odmówić. – rzekła cicho, niemal bezgłośnie. Zacharias odwrócił wzrok od aksamitnych włosów Isabelli i sprawnym ruchem znalazł się za kobietą. W powietrzu unosił się jad, który zaciskał lodowaty uścisk na sercu kobiety. Nie bała się, przynajmniej jeszcze nie teraz.

- Chyba nie wiesz, co mówisz. Twoja odmowa boli mnie bardziej niż zdrada Michaela. – syknął. Dopiero teraz kobieta wzdrygnęła się. Skąd dowiedział się o zdradzie prawej ręki? Zatrzepotała rzęsami i chciała się odwrócić, jednak żelazny uścisk ręki mężczyzny uniemożliwił jej wykonanie obrotu.  – Jeśli poprosiłem Cię o przysługę to chcę abyś ją wykonała, Isabello. Sprzeciwiasz mi się? – Zacharias ścisnął ramiona kobiety. Po chwili ciszy znów stanął przed Isabellą, ukazując swoją twarz. Czarne, skośne oczy oraz blizna na lewym oku mężczyzny napawały kobietę niepokojem.

- Skądże. – odrzekła. – Chciałam tylko powiedzieć, że potrzebuję dużo czasu aby zregenerować swoje siły i odnowić pewne kontakty. – jej głos drżał. Patrzyła w jego ciemne oczy. Dostrzegła w nich chęć zemsty oraz pewnego rodzaju ironię. Zacharias uśmiechnął się.

- To mi się podoba, jednakże nie mam już tak dużo cierpliwości jak zawsze. Twoje zadanie jest równie szybkie jak śmierć zdrajcy. – oznajmił jednym tchem.

- Ale… - Isabela próbowała przedrzeć się przez chmary myśli Zachariasa, ale nie była zbyt silna by zadzierać z przywódcą. Zacharias uciszył ją, nakładając palce na usta.

- Ci którzy ze mną zadzierają giną. Pamiętaj o tym, Isabello. – dodał. Musnął subtelnie blady policzek, po czym opuścił teatr w przeciągu jednej sekundy. Kobieta nie zdążyła nawet ponownie mrugnąć aż drzwi cicho domknęły się za Zachariasem.

Zachwiała się. Nie mogąc się niczego złapać, upadła z trzaskiem na podłogę. Oczy zaszkliły się od łez i powoli zaczęły szczypać. Michael miał umrzeć. To będzie dzisiaj czy jutro wieczorem? Pytania tak samo jak słowa przywódcy napierały na Isabelę z coraz większą mocą, aż w końcu poczuła słaby ból głowy. Przeczesała palcami włosy i wydęła usta w grymasie. Zaraz, co znaczy poczuła ból?